2018.09.29-30 - Góry Stołowe

       

    Dzień 1 (mapa trasy - link): Kudowa-Zdrój - Błędne Skały - Pasterka
    Następna eskapada w ramach kursu przewodników sudeckich. Tym razem w planie Góry Stołowe czyli mnóstwo historii i gimnastyki.b1 Przygotowując się do wyjazdu, poszperałem tu i ówdzie w necie, poszukując materiałów do referatów. Napiszę szczerze. Nie spodziewałem się, że ten kawałek Dolnego Śląska ma tak bogatą historię. Pełne zaskoczenie. Każda z uliczek mijanych miasteczek czy też ścieżek na trasie posiada jakiś obiekt o wartości historycznej lub związane są z nimi jakieś wydarzenia. Takiej ilości kapliczek przydrożnych to nawet na lubelszczyźnie nie widziałem. Poniżej postaram się dość skrótowo opisać co widziałem (widzieliśmy) na szlakach przez dwa dni. Czyli po kolei.

    01

    Dworzec w Kudowie-Zdroju

    Pobudka, śniadanko i takie tam różne, zebranie gramotów do kupy, kupa do autka i po 40 minutach melduję się tradycyjnie w okolicach rynku w Wałbrzychu na moim ulubionym miejscu postojowym. Szybkie zejście w okolice pl. Tuwima i pierwsza zagwozdka - gdzie jest przystanek komunikacji miejskiej? Za młodych lat był pod Centralną. A dziś go tam nie ma. Dobra. Nie ma to nie ma. Znajdzie się po drodze. Znalazł się szybko za zakrętem. Poczekałem minut kilka na autobus, wbiłem się w 12tkę - pojęcie wbiłem się pochodzi też z lat młodzieńczych, bo wtedy każdy autobus napakowany był jak ... autobus.b1 A dziś? Podjechał jakiś luksus z dwoma pasażerami. Oj pozmieniało sięb1. Kupuję bilet u kierowcy i następna niespodzianka. Autobus nr 12 nie jedzie do Dworca Głównego. Zgroza. 12ka nie jedzie do dworca! Trudno. Przejdę się ciutkę pod górę i rozgrzeję mięsnie. Dojeżdżam do ostatnie przystanku przed dworcem i szybka kalkulacja. A może by tak dalej pojechać to będzie z górki b1 Nie. Jak tu wysiądę to wiem ile jest do przejścia. A jak pojadę dalej to nie wiem gdzie jest kolejny przystanek. Wypad z luksusu. Kilka minut marszu. Tradycyjniy ruch ciężarówek na dworzec towarowy - a podobno kopalnia melafiru w Rybnicy Leśnej nie pracuje. To co w nich wożą??? b1 W trakcie marszu słyszę krótkie trąbnięcie. Zza szyb pasiora w kolorze bordo pozdrawia mnie urocza kobieta z włosami w kolorze kasztanowym. Odmachuję, robię błyskawiczny rachunek sumienia, włączam inteligencję na najwyższy poziom - a to nie jest łatwe - i dochodzę do wniosku że musiała to być znajoma mi p. Anna, rodzicielka Zuzanny - jednej z uczestniczek kursu, chociaż ja ją pamiętam jako blondynkę. Dobrze zaczyna się ten dzień - kobiety mnie pozdrawiają a nie krzyczą.b1

    01

    Pierwsza "starzyzna" po drodze

    Docieram na plac przed dworcem. O!. Nasi już są. Krótkie przywitanie i pora wsiadać do pociągu czyli do następnego luksusu kursującego pomiędzy Wałbrzychem a Głuszycą jako komunikacja zastępcza - w remoncie tunel pod Wołowcem. Pomny poprzedniej jazdy tą samą trasą tylko w przeciwnym kierunku, gdy rzucało mną na zakrętach jak workiem, zajmuję miejsce siedzące obok Barbary. Rozmowa umila nam czas podróży. Głuszyca. Przesiadka do pociągu Koleji Dolnośląskich. Grupujemy się w jednym miejscu. Świetnie. Nareszcie będzie można pochrapać. Do Kudowy-Zdroju przeszło dwie godziny jazdy.

    01

    Park Muzyczny

    Oj naiwny, naiwny. Przecież po drodze tyle widać. Jak nie wiadukcik to widoczek, że o tunelach nie wspomnę. A pogoda jest znakomita z bardzo dobrą widocznością. No i szefowa w pobliżu. Czuwa. b1 I co chwilę wywołuje kolejnego delikwenta do omawiania widocznego krajobrazu lub obiektu. No i po spaniu. Trudno. Wyśpię się w nocy - kolejna naiwna myśl. I tak sobie jedziemy, słuchamy i podziwiamy krajobraz. A jest to podziwiać. Wokół góry i wzgórza. Z lewej Góry Sowie a z prawej Góry Suche przechodzące we Wzgórza Włodzickie. Dalej Kotlina Kłodzka z rozległą panoramą ograniczającą ją pasmami górskimi. Czas szybko mija. Mijamy Nową Rudę, Ścinawkę Dolną, Kłodzko, Duszniki-Zdrój - tu dosiadają się dwaj towrzysze doli i niedoli - i docieramy do punktu końcowego czyli Kudowy-Zdroju. W międzyczasie okazuję się, że jedna z uczestniczek nam się zagubiła czyli została na peronie na Dworcu Głównym w Wałbrzychu. Wic polega na tym, że ponieważ pociągi nie jeżdżą, to należało czekać nie na peronie a przed dworcem na pojazd zastępczy. Cóż. Ma koleżanka pecha - nie będzie miała gimnastyki.b1

    01

    Pijalnia wód w Parku Zdrojowym

    Kudowa-Zdrój. Ot małe, senne miasteczko. Pozory. Pomykamy główną ulicą w kierunku Parku Zdrojowego. Ruch jak na moich ulubionych Krupówkach. Piękny słoneczny dzień to i większość kuracjuszy wyległa ze swych kwater po wieczorny zabiegach - cokolwiek by to było.b1 Po drodze ostatni bankomat. Powoli drepczemy po deptaku, przechodzimy przez Ogród Muzyczny z atrapami instrumentów i wchodzimy na teren parku. Oj. Tu jest co oglądać i omawiać. Gromadzimy się pod fontanną przy Sanatorium Polonia i rozpoczynamy referowanie przygotowanych materiałów o obiektach parkowych - z powodu wrodzonej skromności nie wspomnę kto to omawiałb1 - i nie tylko czyli - DW Bajka minięta po drodze, Pijalnia wód, hala spacerowa, Sanatorium Zameczek, pominik Stanisława Moniuszki, kaplica ewangelicka na zboczu Góry Parkowej i jeszcze kilku innych, których nie mijaliśmy po drodze - Ekocentrum z Muzeum Żaby, Muzeum Zabawek. Czas nas goni. Idziemy główną aleją w kierunku Stawu Zdrojowego. Niestety. Aleja zamknięta. Jakieś zawody biegowe trwają. Trzeba nadłożyć trochę drogi, pójść zboczem Góry Parkowej by powrócić na jej koniec w okolicach stawu a dalej do granicy z zaprzyjaźnionym państwem. Po drodze podziwiamy roślinność parkową. Dla mnie pełne zaskoczenie. Stajemy przed strzelistym drzewem. E tam. Zapewne kolejna topola. A tu niespodzianka - dąb. Takiego w życiu nie widziałem. Naprzeciwko Staw Zdrojowy. Niestety. Woda wyparowała więc widać tylko dno. Nie ma czego podziwiać. Szybko mijamy kilka zabudowań, przechodzimy granicę - dwa ledwo widoczne słupki, dwie tablice i pasek płyt odmiennego koloru. A gdzie budki graniczne, zasieki, dzielni chłopcy w zielonych mundurach? Nie ma i mam nadzieję, że już tu nie nigdy powrócą.

    01

    Sanatorium Zameczek

    Sklepik po czeskiej stronie. Zaopatrzenie jak w najlepszym markecie w części dobrze strzeżonej. Wiadomo - biblioteka.b1 Grzegorz-solenizant kupuje kilka książek niewielkiego formatu o ziołach. Przydadzą się wieczorem do poczytania przed snem.b1 Wypad stąd bo faceci to wiadomo - patrzyli by na te książki bez opamiętania, że o ich czytaniu nie wspomnę.b1

    01

    Wnętrze pijalni wód

    Pomykamy w kierunku Czermnej jednej z dzielnic Kudowy-Zdroju, powszechnie znanej z Kaplicy Czaszek, mijając po drodze tzw. Szlak ginących zawodów. Zatrzymujemy się przy kościele pw. św. Bartłomieja. Krótkie omówienie historii kościoła, obok położnej dzwonnicy i samej kaplicy, do której nie wstępujemy. Może to i lepiej bo nie przepadam za tym miejscem. Uważam że zmarłym należy się pośmiertny szacunek a nie pchanie ich szczątków na wystawę. Szybko idziemy dalej i wyżej. Po drodze Pomnik Trzech Kultur, naprzeciwko pomnik Anny świdnickiej i już docieramy do granic Czermnej. Jeszcze tylko ruchoma szopka i nareszcie opuszczamy cywilizację, wchodząc w las. No bo ile można? Niby miasto nieduże a jego zwiedzanie zajęło nam przeszło trzy godziny. A czas goni.

    01

    Panorama z łąki w Bukowinie Kłodzkiej

    Wreszcie schodzimy z asfaltu i wgłebiamy się w las szlakiem zielonym, idąc dość ostro pod górę, trawersując Lisiaka. Docieramy nad Pstrążną. W dole muzeum-skansen. Nie dla nas. Brak czasu. Idziemy w przeciwnym kierunku kolejnym asfaltem. A z niego roztacza się piękna panorama na Karkonosze i nie tylko - poglądowa panorama w linku. Krótkie podziwianie, fotki i dalej. Marsz przez lasy i łąki. Przy dzisiejszej pogodzie to dosłownie miód dla organizmu. Docieramy do Bukowiny Kłodzkiej. Łąka a z niej jeszcze piękniejszy widok - od południa na północ (poglądowa panorama w linku). Uruchamiam w końcu lornętkę. Oj. Cieszy się powodzeniem. Znacznie większym niż ja.b1 Można by tu tak stać i podziwiać aż do zachodu słońca bo on sam musi być piękny w tym miejscu. Niestety. W drogę. (o)Błędne Skały czekają. Kilkanaście minut marszu zielonym szlakiem ostro pod górę. Parking i zaraz wejście do labiryntu. Po drodze spotykamy miłego białego kitka-przytulakab1. Krótkie negocjacje cenowe przy kasie biletowej i rozpocznamy gimnastykę popołudniową.b1

    01

    Strażnik Błędnych Skał czyli kitek-przytulaczek

    Skalny labirynt czyli albo się przeciskasz albo uciskasz obolałe czółko bo nie schyliłeś się w odpowiednim miejscu.b1 No i dwie naprzemienne czynności - plecak zdejmij, plecak załóż. I tak przez 600 m. I vychlidki czyli piękne panoramy. Formy skalne? Tyle ich tam jest, że nie sposób ich wszystkich ogarnąć. Dużo karłowatych drzew, zwłaszcza sosen. Całe to miejsce dobrze zagospodarowane z ułożonymi ścieżkami i barierkami. Polecam(y) wszystkim. My byliśmy tam już po południu więc był już luz. A bywa tam tłoczno.

    01

    Skały, skały, ... wszędzie skały

    Krótki odpoczynek przy wyjściu. A gdy człowiek ma chwilę luzu to mu głupie pomysły przychodzą do głowy. Wpadłem na genialną myśl co by zaprosić tych dreptaczy z katowickiego koła przewodników aby urządzili koncert gitarowy w Błędnych Skałach. I chciałbym zobaczyć jak oni te swe instrumenty targają poprzez te wąskie przejścia pomiędzy skałkami i ile sztuk dociera na koniec w całości. b1

    01

    Obłędne widoki z (o)Błędnych Skał

    Maszerujemy dalej coraz szybciej bo z góry i zbliża się wieczór. Po drodze szefowa kursu ustala wieczorne menu z kucharzem w miejscu noclegowym. Pędzimy w dół zygzakami po zielonym szlaku w kierunku Ostrej Góry. Wkrótce jednak gonitwa kończy się. Z dwóch powodów. Zapadły ciemności. A jak wiadomo najciemniej jest pod latarnią czyli przyszli przewodnicy nie zabrali ze sobę oświetlenia. Dobrze że lokalny GOPR czuwał czyli kolega Marcin z dwiema czołówkami. Więc dało się iść. Niestety. Drugą przeciwnością losy było ostatnie podejście do Pasterki. Strome było. Ze trzy razy musiałem się zatrzymać do nabrania oddechu. Wreszcie szczyt a na nim łąka. I bezchmurne niebo z niezliczonymi gwiadozbiorami. A po prawej nisko nad horyzontem rząd światełek. Nie. To nie gwiazdy. To oświetlenie schroniska na Szczelińcu.

    01

    Gdzieś tam w oddali jest schronisko na Szczelińcu

    Docieramy do Pasterki w zupełnych ciemnościach. O dziwo, mimo braku oświetlenia ani razu się nie wywaliłem. Ba. Nawet się nie potknąłem. Schroniska Pasterka już nie widać. My mamy nocleg w Szczelince. Wchodzimy do środka pensjonatu. Wydaje się być przytulnie. Rozkładamy się na kanapach - kurcze, jakaż to radość dla pewnych części ciał.b1 Zamawiamy posiłki i oddajemy się konsumpcji. Nareszcie można zaspokoić głód bo po drodze był czas tylko na batony lub inne podobne słodycze. Grupa nasycona to teraz oddałaby się wieczornym szaleństwom. Nie ma lekko. Szefowa nie odpuszcza - podsumowanie dnia czyli godzinna pogawędka o tym co po drodze. A później jeszcze pokaz dnia czyli prezentacja wyposażenia plecaka goprowca czyli kolegi Marcina. Oj. Czego on w nim nie miał. W skrócie - nie chciałbym tego wszystkiego dzwigać. b1 I tu zaczynam zastanawiać się czym ja będę się mógł pochwalić? Wychodzi na to, że czeka mnie dźwiganie laptopa.b1
    Wreszcie czas wolny. Udaję się na męską kwaterę, która dość szybko przemienia się w bibliotekę. No tak. Oprócz książek Grzegorza każdy z nas przytargał jakiś przewodnik po polskich ziołach i owocach.b1 Co by nam książki z rąk nie wypadały koleżanka Marzena robiła za bibliotekarkę. Miała wprawę. Żaden egzemplarz nie spadł z półki.b1 Dało się już zauważyć zmęczenie dniem bo jeden z kolegów czytał na leżąco.b1 W międzyczasie wychodzę na świeże powietrze w celu zaczerpnięcia oddechu. Przechodząc przez jadalnię zerkam na TV. Indianie grają z kowbojami. Niedobrze. 2:1 dla kowbojów. Długo cieszyłem się świeżością okolic Pasterki. Wracam. Indianie jednak wystrzelali kowbojów. Jutro finał. Indianie lepsi.b1 A tymczasem po powrocie do pokoju okazuje się, że chłopaki i nie tylko, szybko czytają. Książki się skończyły.b1 Dobra. Pora spać. Wyro wygodne. Lulu aczkolwiek pięciu chrapiących facetów to jednak głośna orkiestra.b1
    Ciąg dalszy nastąpi pod warunkiem, że szefowa nie ocenzuruje powyższych wypocin. W zasadzie to nie powinna bo drugiego dnia biblioteki po drodze nie było.b1

    Dzień 2 (mapa trasy - link): Pasterka - Szczeliniec Wlk. - Karłów – Narożnik - Duszniki-Zdrój PKP.
    Poranek. Dzień drugi. Wstałem wcześnie. Przeczytane książki ulotniły się z pamięci. Wyszedłem przed pensjonat zaczerpnąć świeżego powietrza. Lekki wiaterek ale słonecznie i nic nie zapowiada deszczu. Będzie się świetnie szło. Wracam. Jedni schodzą do baru na sniadanko a ja konsumuję zapasy własne. Nawet kawę jeszcze mam z wczorajszego dnia. Ostała się tylko dlatego, że Asia trzymała się ode mnie z daleka. Jednak opłaca się czasami opowiedzieć jakiś ciężki dowcip. b1

    01

    Widok na Szczeliniec Mały

    Wyruszamy. Daleko nie doszliśmy. Już po trzech minutach marszu postój na omówienie historii Pasterki i mijanego kościoła. No i pamiątkowa fota. Mirek trochę sobie pobiegał bo samowyzwalcz narzucał warunki b1

    01

    Kościół w Pasterce

    Idziemy. Podejście na Szczeliniec Wielki żółtym szlakiem. Po drodze resztki infrastruktury wodnej, las i nieodłączne korzenie pod nogami. Stromo. Bardzo stromo i piaskowiec w najbardziej znanej postaci, tej plażowej. Ale co to dla nas. Kilkanaście minut i docieramy do rozdroża szlaków. My w lewo. Schody. Dużo schodów. Same schody. b1 Po drodze omówienie zasad poruszania się po tym szczególnym miejscu. Niestety. Te zasady tylko my sobie bierzemy do serca. Młoda gawiedź robi co chce czyli włazi tam, gdzie nie powinna lub siada na barierkach. Zgroza. A mamusie szczęśliwe bo to chwila oddechu od macierzyńskiego obowiązku.

    01

    Schody do nieba

    Ważna uwaga - na Szczeliniec Wielki nie prowadzi żaden oznakowany szlak turystyczny! I już schronisko. Tłok jak zawsze. Raz większy, raz mniejszy ale tłok. Trzeba coś wchłonąć. Tam zawsze delektuję się goframi. Tym razem podobnie. Platforma widokowa. Lornetka w dłoń. I bez niej widok jest bajeczny - maksymalny zasięg wzroku to 130 km - ale trzeba sobie pomóc i pooglądać szczegóły. To co widać trudno opisać słowami. Blisko Broumovskie Steny. A dalej? Horyzont ograniczny pasmami górskim począwszy od przednich pasm Sudetów Łużyckich hen na końcu horyzontu, poprzez Karkonosze, Rudawy Janowickie, Góry Suche, Góry Wałbrzyskie, Góry Sowie, Góry Złote i Góry Bialskie aż do Masywu Śnieżnika. A z daleka wyłaniające się Góry Opawskie i Wysokie Jesioniki. Miasta, miasteczka, wsie, pola, łąki, lasy, wzgórza i doliny. Można tak stać i oglądać z godzinę a może i więcej. Uczta dla konesera panoram i obowiązek dla przyszłych przewodników - w linku schemat poglądowy.

    01

    Miód dla oczu

    My idziemy do labiryntu Szczelińca Wielkiego. Negocjacje cenowe przy kasie. Sprzedawczyni oporna jest ale w końcu ulega. Płacimy za ulgowe. Wchodzimy na teren labiryntu. Jeżeli wczoraj w błędnych skałach były ćwiczenia ramion to dziś dla wyrównanie czekają nas ćwiczenia dolnych partii ciała. A co. Równowaga musi być zachowana. b1 Skały, formy skalne, karłowate formy roślinne. Wszystko to co Natura potrafi zrobić z piaskowcem i marglem za pomocą wody, mrozu i wiatru. Na początek Fotel Pradziada - najwyższy punkt Szczelińca Wielkiego. Do zachwytów z panoramy z platformy pod schroniskiem dochodzą jeszcze zachwyty z panoramy z tego miejsca. Tu horyzont rozciąga się na 360 stopni więc pojawiają się na horyzoncie jeszcze Góry Bystrzyckie i Góry Orlickie a także bliższe Błędne Skały ze wszystkim co w dolinach pomiędzy nimi. Widoków nie da się opisać słowami - schemat poglądowy w linku. Schodzimy z Fotela Pradziada i ruszamy dalej. Diabelska Kuchnia, Piekiełko, Niebo, Słoń to tylko niektóre z nazwanych tam form skalnych w postaci bloków ale także głębokich rozpadlin. No i te widoki. Kiedy ścieżka prowadzi południową stroną grani Szczelińca Wielkiego, miejscami można spojrzeć na południową stronę Sudetów - przykładowy widok w linku.

    01

    Pradziadek?

    Nagle po drodze słychać łkanie. To kilkuletnia dziewczynka stłukła sobie kolano gdy noga wpadła jej w jedną z małych szczelin. Spoko. GOPR był na miejscu i Marcin wnet jej założył plaster na kolano. P.S. - muszę Go zapytać czy na wyposażeniu posiada także środki usuwające skutki czytania po nocach. Tak na wszelki wypadek bo nigdy nie wiadomo jakie grube wolumeny ludzie przytargają.b1

    01

    Radków z przyległościami

    Opuszczamy labirynt schodząc w dół setkami schodów i dochodzimy nad Karłów by po pewnym czasie do niego dojść. Kolejne Krupówki. Szkoda słów.

    01

    Tym razem widok na południe

    Tu niespodzianka. Pojawia się kierowniczka szefowej by z nami pogadać o organizacji kursu i rozdać regulaminy. W dodatku jako posiadaczka autka zabiera ze sobą czwórkę, która rezygnuje z dojścia szlakami do Dusznik-Zdrój. Tia. Jedni odjeżdżają a inni się gubią. Brak Mirka. Zaginął w akcji czyli na tych Krupówkach. I kiedy my się o niego zamartwiamy, on sobie łapie stopa i dojeżdża do rozdroża szlaków na który to my, musimy dojść per pedes. Cwaniaczek. b1

    01

    Szczeliniec Wielki od Karłowa

    Cóż. Nie ma wyjścia. Pomykamy. Mirek czeka. A skoro on tam dojechał to już wiadomo jaka była nawierzchnia tej drogi (Droga Stu Zakrętów)- szczególnie ulubiony przez pieszych turystów asfalt czyli dwa kilometry ubijania stóþ. Przechodzimy przez rozdroże szlaków. W prawo czerwony Główny Szlak Sudecki i żółty w kierunku Fortu Karola, w lewo zielony (Lisia Przełęcz - Polana Imka) i docieramy na kolejne rozdroże szlaków. Mirek stoi pod drzewem cały i zdrowy. Skręcamy w lewo w las wspinając się ostro na Narożnik. Smutny szczyt. W jego okolicach przed laty rozegrała się tragedia - para turystów została zastrzelona przez, jak na razie - nieznanych sprawców. Idziemy dalej grzbietem tej formacji skalnej w kierunku Skały Puchacza. Pod nogami kamienie mniejsze i większe, poplątane z korzeniami. Nie idzie się przyjemnie. Trzeba uważać na nawierzchnię ale także na urwisko odległe od szlaku raz kilkanaście metrów a czasami raptem o metr. Po drodze miejsca odsłoniete z pięknymi widokami na bliższą i dalszą okolicę. Widoki są o tyle ciekawe, że brakuje na nich śladów cywilizacji - widok poglądowy w linku. Po niecałej godzinie dochodzimy do dawnego kamieniołomu pod Skałą Puchacza. I tu ciekawostka czyli rynna do transportu kamienia w dół. Zaraz pojawiają się ciekawe pomysły jej zagospodarowania. Ze względu na szacunek do polskich skoczków narciarskich pozwolę sobie na pominięcie szczegółów. b1

    01

    Przed Dusznikami-Zdrój

    Chwila oddechu, spojrzenie na zegarek i wstrząs. Mamy godzinę z kawałkiem do pociągu odjeżdżającego z Dusznik-Zdroju a do przejścia ponad 6 km. O w morde. Łatwo nie będzie. Wychodzę na czołówkę i narzucam tempo. Zasuwamy jak małe samochodziki. Las, łąka, las, łąka i dochodzimy do asfaltu. Wiadomo. Zaczynany rozglądać się za jakimś stopem. A tu jak na złość nic nie jedzie. I wtedy na pomoc przychodzi Natalia. Hokus-pokus, jeden telefon i przed ostatnim pagórkiem pojawia się zaczarowane subaru. Zatrzymuje się, zabiera cześć nas i podwozi pod samiutki dworzec. Magia jakaś czy co?b1 Wyłazimy na peron w oczekiwaniu na pociąg, gdy wtem pojawia się dyżurna ruchu i oznajmia, że pociąg to może pojedzie ale za kilka godzin albo wcale. Kurna. Takie zap... a KD podtrzymują tradycje PKP. b1 Rozbijamy się pod dworcem. W międzyczasie dojeżdżają pozostali, z tym że Ci pozostali mają pod dworcem środek lokomocji ale jadą zupełnie w innym kierunku. Narada. Powoli chłopakom (Mirek i Marcin ale nie goprowiec) miękną serca i wnet ładujemy się do ich bryki. Hurra. Podwiozą nas do Wałbrzycha. Przez Wambierzyce, Nową Rudę. Godzina jazdy i mój kochany Wałbrzych. Jak zwykle pod górę na parking i już sponiewierana reszta kupy z wczorajszego dnia zajmuje miejsce za kierownicą by za niecałe 40 minut dotrzeć do domu. Koniec eskapady.
    Reasumując. Kogoś nie wymieniłem z imienia? Poczekajcie. Każdy będzie miał swoje waterloo. A dla szefowej rezerwuje cały rodział.b1
    Był to najbardziej wymagający nie tylko fizycznie ale i szalony wypad kursowy. I oby następne były podobne.