2018.11.10-11 - Rudawy Janowickie

       

    Kolejny wypad po sudeckich pagórkach w ramach kursu Przewodników Sudeckich. Oj działo się!b1
    Tym razem w Rudawy Janowickie. Niby w nich już byłem wiele razy ale zawsze trasa była - rzekłbym - tradycyjna, czyli Zamek Bolczów, kilka skałek, Krzyżna Góra lub Sokolik a czasemi końcówka w Miedziance w miejscu powszechnie znanym większości turystów, z browaru.b1 Tym razem trasa była ambitniejsza - w poprzek Rudaw Janowickich.

    Dzień pierwszy - 2018-11-10 - (mapa trasy - link): Wieściszowice - Wlk. Kopa - Przeł. Rędzińska – Wołek – Skalne Bramy – Starościńskie Skały – Przeł. Karpnicka – Schronisko Szwajcarka

    01

    Jeziorko Żółte

    Początek tradycyjny czyli pobudka, pakowanko, śniadanko, dojazd do Wałbrzycha, zbiórka na przystanku, kilka dobrych rad od szefowej, podróż busem do Wieściszowic z małym przystankiem w Kamiennej Górze i ... start. Zaczynamy od Kolorowych Jeziorek. Pogoda marna. Mglisto, buro i ponuro. Ludziska zaspane. Energii w nich tyle co kot napłakał. Ops. Poza jednym czyli dzisiejszym szefem-przewodnikiem. Od początku rozpierało Go, co później skutkowało zatargiem ze mną ale to już inna para kaloszy.b1 Dobra. Ruszamy. Pierwsze jeziorko - Żółte. Jeziorko to pojęcie względne. W dzieciństwie na podwórku kałuże były większe.b1 Niestety. Jak to mówią - taki mamy klimat. Brak więc opadów i to co kiedyś było jeziorkiem, zamieniło się w kałużę. Dobrze że, póki co, zmiany klimatyczne nie mają wpływu na otoczenie tego miejsca. A jest tu uroczo. Gdyby tak jeszcze słońce było to te otoczone lasem wyrobiska górnicze prezentowałyby się całkiem, całkiem.

    01

    Jeziorko Purpurowe z kosmitamib1

    Następne czyli Jeziorko Purpurowe zachowało w sobie o wiele więcej wody co nie znaczy, że wyrobisko było nią wypełnione. Najważniejsze że kolor pozostał - w sumie to musiał bo wokół skały z dużą zawartością siarki. Część towarzystwa schodzi na dno wyrobiska. Z góry wyglądają jak kosmici na obcej planecie, a co najważniejsze budzi się w nich humor.b1 Czyli nic tak dobrze nie robi na poprawę samopoczucia jak spacer po górach.b1 A to dopiero preludium tego co nas dziś czeka. Zaczynam przypuszczać że wieczorem to już wszystkie gęby będą uśmiechnięte od ucha do ucha. I tu należałoby napisać - prorok jakiś czy ki czort?b1 Wyłazimy z wrobiska, przechodzimy obok wiat i ławek i zaczynamy piąć się wyżej, w stronę Jeziorka Lazurowego.

    01

    Jeziorko Lazurowe

    O! To to już prawie akwen pływacki. W pełni wypełniony wodą, dla odmiany w kolorze niebieskim. No tak. Pokłady siarki w okolicznych skałach i na dnie skończyły się. Tu króluje miedź. I tu też ja muszę podzielić się z grupą wykutymi informacjami o tym miejscu. A miejsce jest ciekawe bo oprócz wody oferuje także w pobliżu dwie sztolnie - jedna o tak wąskim przekroju wejścia, że nawet zajrzeć do niej trudno a wejście do drugiej - znacznie szersze - jest zagrodzone kratą. Ponoć jest to miejsce zimowania nietoperzy o czym informuje umieszczona obok tablica.
    Basia - częsta bywalczyni tego miejsca - mówi że widziała nawet ludzi kąpiących się w nim. Pełna dezynfekcja po takiej kąpieli, nie mówiąc już o wysokim przewodnictwie elektrycznym - wiadomo miedź.b1

    01

    Jeziorko Zielone

    Teraz czeka nas dłuższy marsz pod górę w kierunku ostatniego akwenu. Idziemy leśną drogą dobrych kilka minut. I nagle po prawej stronie pojawia się ostatnie jeziorko - Zielone. Cud. Wszędzie piszą, że woda w nim to rzadkość a dziś prosze - jest. Co prawda jest jej tyle co w Żółtym ale jest. Wg mnie miejsce to powinno nazywać się - Dwie Kałuże i Dwa Jeziorka.b1Bardziej szczegłówe informacje o jeziorkach pod linkiem.
    Opuszczamy ten teren i pniemy się powoli pod górę na Wielką Kopę. Początkowo szlak jest ścieżką by zamienić się w ... no właśnie. Ścieżka zanika. Pozostały tylko oznaczenia na drzewach. Świadczy to o tym, że niewielu turystów tu dociera. Po kilkuset metrach szlak ponownie wychodzi na ścieżkę. Idziemy nim by niebawem zejść z niego i skręcić w lewo na szczyt. Ponoć kiedyś na szczycie była wieża widokowa. Śladów wieży brak. Został tylko jakiś cokół po pomniku. Wokół wszystko zarośnięte jest drzewami. Widoki żadne ale za to jest wiata i kilka ławek. Pierwszy popas czyli oddajemy się konsumpcji i wysłuchujemy pierwszych narzekań autorstwa ... spoko. To był szczebiot.b1

    01

    Okolice Przełeczy Rędzińskiej

    W drogę. Niestety pogoda jakoś tak nie chce dostosować się do naszych - dobrych już - humorów. Ba. Im bliżej Przełęczy Rędzińskiej, tym bardziej zaczyna wiać. Idziemy trawersując zbocze Stróżnika skrajem lasu więc drzewa nie dają żadnej osłony. Na samej przełeczy wieje już całkiem mocno. Aby do lasu. Tam będzie przyjemniej. Z tym że przyjemniej to też pojęcie względne. Wchodzimy na asfaltówkę wiodącą ostro pod górę. Mijamy kolejne świadectwo głebokiego katolicyzmu i umiłowania bliźniego naszego narodu,b1 dochodzimy do lasu, przechodzimy przez Wołek by wkrótce dotrzeć do rozgałęzienia szlaków.
    Eureka! Byłem tu już. W tym roku. Znajoma wiata. Zaczynam się czuć jak na własnym podwórku. I to mnie zgubiło. Rozsiadamy się wokół wiaty. Dostrzegam piękny pieniek z oparciem na plecy. Sadzam na nim cztery litery, oddaję się konsumpcji i słuchaniu opowieści o Rudawach Janowickich. W pewnym momencie stwierdzam, że nie mogę tych czterech liter przesunąć. O kurcze. Siedzę na pieńku pokrytym żywicą. No ładnie. Spodnie przykleiły się wiadomo do czego. Gdyby tylko spodnie ale osobista bielizna też. Trudno. Trzeba z tym ... iść dalej. Sytuacja ta ma jednak i pozytywy. Pachnę jak las sosnowy.b1\

    01

    Clou Rudaw Janowickich - las i skały

    Ruszamy. W dół dla odmiany żółtym szlakiem w dolinę Janówki by po pewnym czasie zmienić szlak na niebieski w kierunku Starościńskich Skał. Mijamy Skalny Most i Piec, poświęcając im kilka chwil na wysłuchanie ich genezy. W górę. Zaczynają się pierwsze poważne narzekania. A to mokro, a to stromo, a to .... b1 I ja zaczynam mieć przechlapane - pochwaliłem się, że byłem tu już kilkakrotnie. Nie dość że ta żywica nie chce współpracować z moją odzieżą też, to jeszcze na dodatek zaczyna padać najbardziej wkurzające pytanie - daleko jeszcze?b1 I tak każdej zainteresowanej muszę tłumaczyć, że jeszcze dwa małe pagórki i już będzie żarełko. Skały podziwiajcie. W domu tego nie ma!
    Dobrze, że chociaż słońce wyszło i zrobiło się ciepło. No i nie ma tego wiatru. Do przejścia pozostało niewiele. Postój pod Lwią Górą. Niektórzy drapią się na nią. Ja odpuszczam. Schodzimy w dół dalej niebieskim szlakiem, który zaprowadzi nas do celu czyli do Schroniska Szwajcarka. Co po drodze? Las, las i las. Cisza i spokój poza momentami, kiedy to pada pytanie - daleko jeszcze?b1

    01

    Słońce ucieka za Karkonosze

    Wreszcie Przełęcz Karpnicka i ostatnie podejście. I tu widać jak na dłoni, że doping to podstawa każdego sportu, nawet górskiej łazęgi. Perspektywa żarełka uciszyła wszystkie marudy.b1 Ostatni wysiłek i już jest. Przez niektórych miejsce wymarzone. Wręcz ziemia obiecana.b1
    Wbijamy się do środka, zajmując większość jadalni by po chwili ustawić się w kolejce do bufetu. Zamawiamy lokalne specjały i oddajemy się konsumpcji popijając je piwem made in Czech. Uf. Jaka błogość. Siedem godzin szwendania się to nie przelewki.
    I w tym miejscu należałoby zakończyć to bazgranie. Nie. Zapoznajemy się jeszcze z naszym miejscem noclegowym. To ważne bo trzeba tam będzie wieczorem trafić. A może być problem transportowy - dwóch solenizantów w grupie a Ci w dodatku przytargali bardzo opasłe tomiska, nie tylko o ziołach i owocach.b1
    W każdym bądź razie czytanie skończyłem około 23ciej. Ponoć biblioteka działała dłużej zmieniając tylko lokalizację na bardziej przewiewną. Co się działo w trakcie? Tego to i najstarsi górale nie pamiętają. I tego się trzymajmy.b1

    Dzień drugi - 2018-11-11 - (przybliżona mapa trasy - link): Schronisko Szwajcarka Krzyżna GóraPałac w BobrowiePałac WojanówPałac Łomnica – Wojanów PKP

    01

    Rozkosz dla oczu

    Przedwczesna pobudka o 5tej rano. Natura dała o sobie znać. Trzeba ruszyć się z wyra ale jak? Ciemno w sypialni.b1 Po omacku nakładam obuwie. Uuu. Coś za duże. Jakby nie moje. Nie mylę się. Tak to sąsiada z piętra. Zapalam latarkę. Zakładam swoje. No dobra. Trochę marudziłem przy tym. Niby reszta śpi jak susły ale zaraz znaleźli się rozmówcy. Niestety tych kontr-rozmówców było więcej. I dawaj uciszać. Znikam stąd bo gotowi są człowieka zlinczować.b1 Omijam kilka ciał na karimatach i schodzę przed budynek. A tam niespodzianka - bezchmurne niebo i tysiące gwiazd na nim. Piękny widok. Siadam na ławce i rozkoszuję się nim też. Robi się jednak zbyt chłodno i rozpoczynam mozolny powrót przez te leżące ciała. Cud. Nikogo nie rozdeptałem. Rzut na wyro i próba ponownego zaśnięcia. Łatwo nie jest - w końcu sam rozpętałem to dyskusyjne piekło.b1

    01

    Rozkoszy ciąg dalszy

    Ponowna pobudka o 7.30. Teraz przynajmnie nikt nie marudzi. Po prostu trzeba wstać, ogarnąć się by być pięknym, rześkim, najedzonym i udać się na dalszą trasę. Dziś w planie Krzyżna Góra a dalej zamki i pałace nad Bobrem - poglądowa mapa Doliny Pałaców i Ogrodów w linku. Naleśniki i kawa z rana jak babcina śmietana. Jesteśmy gotowi na wyzwania.b1
    Wreszcie przed 9tą opuszczamy to przytulne schronisko. Kierunek Krzyżna Góra z przystankiem przy Husyckich Skałach. Tu zostawiamy plecaki i wartownika w osobie jednego z wczorajszych solenizantów, i bez obciążenia maszerujemy w górę. Humory powoli wracają, marudzenie zresztą też.b1 Docieramy pod skałę i zapoznajemy się z historią ruin zamku Sokolec, którego resztki w postaci nikłego muru widać przed nami.

    01

    I jeszcze

    Teraz pora na wisienkę czyli wejście na szczyt. Dzielimy się na dwie grupy bo miejsca na szczycie jest mało. Samo wejście wymaga trochę gimnastyki ale widok ze szczytu wynagradza wszystko, zwłaszcza że pogoda dopisuje i słońce oświetla całą Kotlinę Jeleniogórską z przyległościami. Byłem tu już kilka razy. Zdarzyło mi się siedzieć na szczycie ponad godzinę. I ciągle było mi mało. I tak jest tym razem. Widok jest przepiękny - tu potrzebny jest poeta by go opisać. Niech dołączone fotki, chociaż częściowo, go zastąpią.
    Opuszczamy szczyt tą samą drogą - innej zresztą nie ma. To znaczy jest ale trzeba by się Rutkiewicz nazywać - nasza znana ś.p. himalaistka tu wbijała pierwsze haki. Wracamy do Husyckich Skał, nakładamy plecaki i w drogę. Na rozdrożu szlaków pod Pod Sokolikiem znajdują się nawet chętni by go zaliczyć. Nie tym razem. Idziemy w dół. Lasem a czasami jakąś łączką zrytą przez dziki. Mijamy mrowiska. Dużo mrowisko ogrodzonych płotkami. Po kilkudziesięciu minutach docieramy do skraju Bobrowa, podziwiając po drodze resztki dawnej strzelnicy i mając przed sobą dziw architektury czyli budynek stylizowany na mur obronny. Za nim widać pałac w remoncie. Ponoć od zawsze w remoncie. To tzw. Pałac w Bobrowie. Przysiadamy na krótko obok tej budowli po to, by wysłuchać jej historii z ust osoby przygotowanej do jej opowiedzenia.

    01

    Pałac w Bobrowie

    Przekraczamy Bóbr zielonym mostem naprzeciwko dawnej Karczmy Sądowej. I tu ciekawostka. Na poboczu ulicy stoi kapliczka. Zaglądam do środka i zdumienie - w środku stoją książki o różnej tematyce. Szczerze mówiąc to pierwszy raz widziałem taki obiekt. Nawet nie wiem jak go nazwać i jaka może być jego geneza.
    Idziemy dalej w kierunku Pałacu w Wojanowie. Trzeba przyznać że miejscowość jest czysta a zabudowania dobrze utrzymane poza jednym wyjątkiem - brakiem chodnika. Jestem wręcz zdumiony. W epoce wszechobecnego betonu wieś nie ma takowego chodnika. Piesi muszą leźć ulicą. Dziwne. Docieramy do pałacu. No, ten to się tu wyróżnia swą bielą i odnowionymi zabudowaniami wokół. Perła wśród pałaców. Wchodzimy na teren wokół niego i robimy sobie spacer po jego ogrodach. No. Powiedzmy po łąkach. W tym zakresie z dawnej świetności pozostała tylko altana i kilka starych drzew.

    01

    Pałac w Wojanowie

    Kolejne kilkaset metrów asfaltówki i następny pałac - Pałac w Łomnicy. Ale zanim wejdziemy na jego teren, przewodnik ogłasza godzinę luzu na zapokojenie potrzeb życiowych na właśnie trwającym festynie ludowym. Wchodzę na teren targowiska i oglądam prezentowane dzieła - od miodu poprzez pajdę chleba ze smalcem aż po rękodzieło ludowe. Wokół w dawnych budynkach gospodarczych - sklepy z porcelaną, wyrobami lnianymi i innymi. Jest też lokal gastronomiczny. Do tego wszystkiego przygrywa tercet w składzie - klarnet, skrzypce i gitara. Szkoda tylko że w dniu świętowania setnej rocznicy Odzyskania Niepodległości tercet ów grał Skrzypka na Dachu i greckie melodie.b1
    Najedzeni i obkupieni idziemy pod pałac. Niestety. Podziwiamy go - tak jak pozostałe - tylko z zewnątrz, słuchając jego historii opowiadanej przez kursantów. Krótko i na temat. Jak to mówią - po co drążyć temat.b1
    Rozpoczynamy ostatni etap eskapady czyli marsz w kierunku stacji kolejowej w Wojanowie. Idziemy szosą mijając łąki, stawy i nieużytki. Jakieś 200-300 metrów przed stacją dostrzegam pociąg zatrzymujący się na niej. No tak. To teraz sobie trochę poczekamy na następny. Docieramy na peron w nadziei zrobienia sobie kompletnego luzu. Ale gdzie tam. Trzeba dalej spowiadać się z posiadanej wiedzy. Do licha. Co gorsze przymus ten dopadł i mnie.b1 Jakoś dałem radę.

    01

    Uśmiechnięci i zadowoleni

    Wreszcie po przeszło godzinnym oczekiwaniu na peron wtacza się biało-żółta strzała Kolei Dolnośląskich. Niespełna godzina jazdy i jestem ponownie w Wałbrzychu. Jeszcze tylko dotarcie do wozidła, odpalenie i powrót do domu. Kolejny weekend kursowy zaliczony.