2019.05.01-05 - Kotlina Jeleniogórska

       

    Majówka z kursem PS czyli pięć dni na mniej wesoło niż dotychczas w Kotlinie Jeleniogórskiej

    Wstęp
    Trudno jest zapamiętać każdy szczegół z pięciodniowej tułaczki. No nie da się. Z różnych przyczyn. Dlatego też w poniższym opisie nastawiłem się bardziej na to co widziałem niż na to, co przeżyłem, chociaż ...b1 Zaczynamy.
    Przede mną pięciodniowy tzw. obóz przewodnicki czyli pięć dni poza domem poświęconych tułaczce po okolicach Jeleniej Góry i poznawaniu ich fizjografii, historii i atrakcji. Brzmi świetnie. Niestety. Pierwszym zgrzytem jest pojęcie "obóz". Wkrótce okazało się, że to tylko wspólne mieszkanie i czasami wspólna zabawa czyli zbiór dwudziestu indywidualistów, których łączy tylko jeden cel - jakoś to przeżyć i zaliczyć. W zasadzie niczego innego nie powinienem się spodziewać - widać to np. po wzajemnym dzieleniu się wiedzą - ale człowiek to istota naiwna i zawsze sądzi, że grupa się zmieni, a co niektórzy jej członkowie w końcu zrozumieją, że siła jest w jedności. Gnębi mnie ten problem i dlatego zacząłem opis od dnia pierwszego i ... podsumowania.

    Dzień 1-szy - trasa: Jelenia Góra PKP – Wzgórze ZamkoweWzgórze Kościuszki – Jelenia Góra PKS – schronisko PTTK Perła ZachoduSiedlęcin. Niestety, ze względu na jej częściowo pozaszlakowy przebieg, nie da się jej pokazać na mapie.
    Zaczyna się od luksusu. Kolega Marcin przyjeżdża pod mój dom. Nie muszę nigdzie iść lub jechać. Ot tak po prostu - wychodzę z domu, wrzucam dwa plecaki, wsiadam i odjeżdżamy. Celem jest Jelenia Góra dalej zwana Jelonką. Drogę pokonujemy bez większych problemów - objazd w Bolkowie - i docieramy do Jelonki. A w Jelonce? Pierwszy zgrzyt - prywatny. Mroźne przywitanie się z osobą, z którą ostatnio nie jestem w najlepszych stosunkach. I zaraz drugi zgrzyt - kursowy. Miejscem zbiórki ma być dworzec PKP bo kupa luda ma przyjechać pociągiem i należałoby ich tam przywitać. Niestety. Pod schroniskiem, w którym mamy zamieszkać, okazuje się, że wszyscy (-1) przyjechali samochodami, łącznie z szefową kursu czyli organizatorem. Ale co tam. Gromadzimy bagaże w jednym samochodzie a innymi jedziemy na dworzec. Co ciekawsze, dzisiejsza trasa od dworca PKP wiedzie w pobliżu naszego schroniska. Normalka. Przyzwyczaiłem się już do bałaganu. Plan jest planem i nawet KC go nie zmieni. A jego wykonanie - wiadomo.b1

    01

    Okolice dworca PKP w Jeleniej Górze

    Zaczynamy czyli czekamy na tym dworcu na jedynego uczestnika podróżującego pociągiem. Oczekiwanie umilają nam lokalny zespół folklorystyczny witający jakąś grupę obcokrajówców oraz moje dywagacje nt. lokalnych kolei żelaznych. W końcu zjawia się nasz jedynak i możemy ruszyć w trasę. Są prawie wszyscy. Prawie bo w ostatniej chwili wydarzenia rodzinne nie pozwoliły jechać jednej z Sióstr Sisters.b1 Tylko część "charakterna" się zjawiła. Trudno. Będę musiał to jakoś przeżyć. Ops! W międzyczasie jeszcze przywitanie nowego uczestnika kursu, który wkrótce dobitnie zaznaczy swoją obecność w sposób - napisałbym - przedszkolny ale jednocześnie wybawia mnie od towarzystwa części "charakternej" Sióstr Sisters - bez urazy.
    Rozpoczynamy marsz od podejścia poprzez willową dzielnicę Jelonki na Wzgórze Partyzantów (412 m.n.p.m.) mijając po drodze wzgórze zwane Kamienistą (385 m.n.p.m.) z pierwszą skałką na trasie i widokiem na lokalne miejsce spożywania wszelkiego rodzaju trunków.b1 Po drodze łapiemy żółty szlak i nim kierujemy się dalej. Szlak wiedzie przez park miejski - naprzemian dziki i uporządkowany. Świeża zieleń powoli zakrywa niedostatki czystości. Docieramy do pierwszego charakterystycznego punktu na trasie - Pałac Paulinum na Wzgórzu Zamkowym (407 m.n.p.m.). Wchodzimy do niego, zwiedzamy udostępnione turystom komnaty. Wnętrza są piękne. Stare meble. Witraże w oknach. I ten piękny ciemny brąz. Polecam do odwiedzin przy okazji.

    01

    Jedna z komnat Pałacu Paulinum

    Opuszczamy to interesujące miejsce z bogatą historią wracając tą samą drogą, by po kilku minutach skierować się skrótem na teren dawnej jednostki wojskowej, zamienionej obecnie w osiedle mieszkalne Park Sudecki. Architekci mieli tu pełne pole do popisu. I się im udało. Bo sztuką jest zamienić koszarowe klocki mieszkalne w piękne budynki o zróżnicowanej architekturze. Jestem pełen podziwu dla ich dzieła. A te płaskorzeźby nad drzwiami wejściowymi do klatek schodowych - mistrzostwo świata. Po prostu wyszło miejsce w którym chce się mieszkać - tu przykład.
    Dochodzimy do ul. Sudeckiej, trasy wylotowej w kierunku Karpacza i Kowar. Chwilę zatrzymujemy się przy Skansenie Uzbrojenia Wojska Polskiego. Oczywiście męska część kursu ma wiele do powiedzenia, zapewne wspominając ołowiane żołnierzyki a ci młodsi boje toczone na ekranie monitorów.b1 Skansen trochę zaniedbany. Cóż. Kotów już nie ma. Fali też. Nie ma kto terenu uporządkować.
    Idziemy ul. Sudecką w kierunku Wzgórza Kościuszki (397 m.n.p.m.). O! Jakbym już tu dziś był. Tak. To okolice naszego schroniska. Zrobiliśmy kółko. Czy potrzebnie?

    01

    Przekrój geologiczny Sudetów Zachodnich

    Mijamy cmentarz miejski i wchodzimy na teren następnego parku - Parku Miejskiego. Wydawać mogłoby się, że to kolejne miejsce uciech najmłodszych czy też tylko miejsce spacerowe. Otóż nie. To miejsce z bogatą historią, której ślady do dziś są widoczne. Roślinność. Pozostałości po historycznym Parku Miejskim założonym pod koniec XVIIIw. przez J.Ch. Schönau. z późniejszymi nasadzeniami. Kursowy kolega z zawodu leśnik ma pełne ręce - a właściwie usta - roboty. Cierpliwie objaśnia współuczestnikom jakie gatunki drzew mijamy ale pod koniec bytności w parku ma już tylko jedną odpowiedź - klon-jawor.b1 Przekrój geologiczny Sudetów Zachodnich. Ciekawe miejsce. Godne polecenia. W szybkim trybie można nauczyć się podstaw geologii tego obszaru. A ja od tego miejsca mam poprowadzić grupę do centrum miasta, a dokładniej ujmując - do dworca autobusowego.
    Poprowadzić to nie problem ale trafić w odpowiednią ulicę to już tak. Byłem w Jelonce wiele razy. Ale wtedy to nie parki miejskie były mi w głowie.b1 Trudno. Idziemy. I o dziwo. Z parku wyszedłem tak jak chciałem czyli na zbieg ulic Matejki i Chełmońskiego. Miejsce to jest o tyle charakterystyczne, że w pobliżu znajduje się Muzeum Karkonoskie oraz wejście do podziemii Wzgórza Kościuszki. Przystaję tu na chwilę by kilka słów powiedzieć o muzeum a zwłaszcza o pomniku J.Ch. Schönau, który został w nim umieszczony po swoich burzliwych przejściach.
    Idziemy dalej. Po drodze w zasadzie nic ciekawego. Po prostu zabudowa większego miasta - kamienice, podwórka i sznury samochodów. Docieramy do ul. Bankowej będącej taką obwodnicą centrum. Ze zdumieniem przecieram oczy. Szwendałem się nią lat temu ...ści wstecz. Wtedy była zabudowana budynkami, których każdy przypominał ruinę. A teraz? Wszystkie zabudowania odnowione. Nawierzchnia ulicy gładka jak stół. Wokół zieleń. Pięknie jest. Dochodzimy do Baszty Grodzkiej. W tym miejscu zatrzymujemy się by koleżanka mogła powiedzieć słów kilka o jej historii. Z tą koleżanką to jest problem. Jej zasób wiedzy jest tak duży, że pojęcie "kilka słów" nigdzy nie oddaje stanu faktycznego.b1 Wreszcie kończy. Przechodzimy ul. Bankową i docieramy do dworca PKS. Tu nastąpi dłuższa przerwa na poszukanie tzw. ustronnego miejsca.

    01

    Pod wieżą widokową na Wzgórzu B. Krzywoustego

    Polska jest w Unii Europejskiej od 15 lat. Wydawać by się mogło, że dobre wzorce zachodnie powinny już się zakorzenić. Niestety. Pod tym względem ciągle jesteśmy na wschodzie. Centrum komunikacyjne dużego miasta a nie ma gdzie załatwić potrzeby fizjologicznej. Dyżurny ruchu użycza klucza do jakiejś toalety. A co z tymi co nie pójdą do owego dyżurnego? Wiem. Po drugiej stronie obwodnicy krzaków multum.b1
    Po kilkudziesięciu minutach opuszczamy to miejsce i leziemy tunelem pod obwodnicą - szlak zielony - w kierunku Wzgórza Krzywoustego. Nareszcie teren. Kończy się ten nieszczęsny asfalt lub bruk. Przekraczamy mostkiem rzekę Kamienną i wchodzimy na drogę szutrową lub tylko ubitą. Nogi od razu czują się lepiej. Krótkie podejście przez jakiś zagajnik i naszym oczom ukazuje się wieża widokowa na tym wzgórzu czyli tzw. Grzybek. Jej wysokość mówi tylko jedno - będzie długie wchodzenie po schodach. Docieramy na taras widokowy. Faktycznie. Widok z niej może być piękny ale tylko w pogodny dzień. A dziś akurat jest pochmurno i niewielka jest przejrzystość powietrza. Oglądam okolicę przez lornetkę. Jelonka jak na dłoni ale dalej to już widać niewiele. Szkoda. Link do schematycznej panoramki.
    Schodzimy z wieży i obieramy nowy cel - schronisko PTTK Perła Zachodu. Poruszamy się szlakiem zielonym stokiem Wzgórza Krzywoustego w kierunku rzeki Bóbr, która będzie nam towarzyszyła przez następne kilka kilometrów. W pobliżu linii wysokiego napięcia następuje omówienie zasad poruszania się w pobliżu takich obiektów w różnych warunkach pogodowych. Jeszcze tylko krótki marsz asfaltówką poprzez Borowy Jar i przejście pod wiaduktem linii kolejowej Jelenia Góra - Szklarska Poręba. Jest to wiadukt żelbetonowy wsparty na jednym elipsoidalnym łuku o wysokości 33 m. wybudowany został w latach 50tych w miejscu poprzedniego, ośmioprzęsłowego z 1866r., wysadzonego w powietrze przez wycofujące się wojska niemieckie pod koniec II Wojny Światowej. Za "cudownym źródełkiem" z którego wypływająca woda mająca moc wykrywania zdrady małżeńskiej a jej wypicie powoduje prawdomówność, rozpoczynamy podchodzenie na Górę Kapliczną (375 m.n.p.m.), zostawiając asfaltówkę rowerzystom.

    01

    Wiadukt kolejowy nad rzeką Bóbr

    Szlak wiedzie zboczem Siodła (463 m.n.p.m.) tzw. ścieżką poetów miejscami roztaczając widok na przełom Bobru, zwłaszcza na wyznaczonym punkcie widokowym zwanym Trafalgar, położonym niedaleko od ponownego połączenia się szlaku zielonego z asfaltówką. Wkrótce mijamy jaskrawo pomalowane urządzenia hydrotechniczne i energetyczne na brzegu rzeki i docieramy do schroniska Perła Zachodu. Pierwsze wrażenie? Piękny drewniany obiekt z kamienną wieżą i tarasami widokowymi, położony wysoko nad taflą sztucznego jeziora Modre. Piękny także pod innym względem - tu zaspokoimy głód. Jest w czym wybierać. Menu bogate a obsługa miła, mimo sporej ilości turystów.
    Jedni pożywiają się a inni zwiedzają okolicę czyli podziwiają jezioro i jego brzegi z tarasu lub wieży widokowej schroniska. Osobiście mnie to nie pociąga - zbyt wąski horyzont. Ja lubię rozległe przestrzenie.

    01

    Widok na Perłę Zachodu

    Po nasyceniu się żarełkiem (i ewentualnie chmielowym płynem - bez nasyceniab1) ruszamy brzegiem jeziora w kierunku Siedlęcina. To jest końcowy punkt naszej dzisiejszej eskapady przewodnickiej. Niestety. Szlak znowu prowadzi asfaltówką. Docieramy do wsi, przechodzimy mostem rzekę Bóbr i kierujemy się w stronę Wieży Książęcej. Ta unikalna na polskich ziemiach budowla, przykryta czterospadowym dachem wzniesiona została w XIV wieku. Znajdują się tam najlepiej zachowane średniowieczne wnętrza a w nich wspaniałe malowidła ścienne o tematyce świeckiej. Pierwotnie ta mieszkalna wieża, otoczona murami oraz fosą, przystosowana była do obrony. Z czasem mury wyburzono a od frontu dobudowano oficynę. W pobliżu rośnie stara lipa - milczący świadek dziejów wieży. Szacuje się, że może mieć ona około 600 lat. Wszystkich tych informacji dowiaduję się od kolegów i koleżanek kursowych, siedząc już na placu pod wieżą.
    Ruszamy do następnych obiektów historycznych wsi. Po drodze w oficynie wieży kupuję mapę Gór Kaczawskich. Nareszcie ją mam. Teraz bez problemu będę mógł je przemierzać. I nie będzie już wymówki - nie mam mapy to jadę w Karkonosze b1

    01

    Wieża Książęca w Siedlęcinie

    Mijamy otoczenie Wieży Książęcej, zatrzymujemy się na krótko przy kościele pod wezwaniem św. Mikołaja - trwa msza, więc nie można go zwiedzić. Mnie jednak zatrzymuje co innego. Wokół kościoła rozciąga się cmentarz z grobami jeszcze z późnych lat 70-tych. Rzecz raczej niespotykana. Mijamy krzyż pokutny by zatrzymać się przy kościele pod wezwaniem Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, obecnie rzymsko-katolickim a pierwotnie ewangelickim. Niestety. Ten z kolei jest zamknięty więc jego historię omawiamy na zewnątrz bez możliwości zwiedzenia.
    I to był ostatni punkt w dzisiejszym harmonogramie. Idziemy na przystanek komunikacji miejskiej. Wkrótce podjeżdża autobus i zabiera nas do centrum Jelonki. Wysiadamy na Al. Wojska Polskiego i ponownie przemierzamy tereny Parku Miejskiego na Wzgórzu Kościuszki. Ach to planowanie.b1 W końcu docieramy do naszego miejsca zakwaterowania czyli Schroniska Młodzieżowego Wojtek. Zajmujemy pokoje, ogarniamy się i zbieramy się w jadalni w celu omówienia dokonań dnia dzisiejszego i różnych spraw organizacyjnych.
    No i wkrótce zaczęło się. Szefowa kursu wyciąga zbiór ok 20tu kartek na których są nasze dokonania. I to nie jest ważne. Ważne jest to, że Ona je pisała ręcznie. W dobie powszechnej informatyki. Mnie, lekko rzecz ujmując, ogarnęła zgrozab1 bo ile to czasu trzeba poświęcić by je przygotować. Niestety. Ten fakt pozwolił mi na wyciągnięcie kolejnego wniosku ale się nim nie podzielę. Natomiast podzieliłem się z szefową swoimi przemyśleniami nt. organizacji tego wyjazdu. Chyba jej się nie spodobało. Naszemu nowemu kursantowi-gościowi pewnie też, o czym przekonałem się dnia następnego wieczorem. Ale o tym pod koniec opisu dnia 2-giego.
    W międzyczasie zorganizowała się grupka, która na przekór organizatorom postanowiła spożywać posiłki wspólnie. Szybko do nich przystąpiłem i w ten prosty sposób problem wyżywienia przestał istnieć.

    Dzień 2-gi - trasa: Karpacz Górny (Świątyna Wang) - Czoło - Kaplica Św. Anny - Sosnówka - Grodna - Witosza - Cieplice-Zdrój - mapa

    Dzień 3-ci - trasa: Szklarska-Poręba PKP - Wysoki Kamień - Zakręt Śmierci - Sztolnia kopalni pirytu - Dom Carla i Gerharta Hauptmannów - Szklarska Poręba Centrum - Szklarska Poręba PKP - mapa

    Dzień 4-ty - trasa: Karpacz - Budniki - Karpacz - mapa

    Dzień 5-ty - trasa: Kowary - Ostra Mała - Czarnów - Leszczyniec - mapa

    Podsumowanie czyli chochla dziegciu:
    - Przedreptałem na kursie już rok. Akurat 5 maja minęła rocznica. I co się okazuje? Aby zaliczyć muszę zrobić jeszcze około 14 dni kursowych. A jak mi jakiś wyjazd wypadnie z przyczyn osobistych? Niezaliczone.
    - Ekipa kursowa podzieliła się na dwie grupy. Pierwsza to ta, która udziela się na forach udostępniając m.in. posiadane materiały czy też proponując wspólne rozwiązywanie problemów a druga? Grupa przeżycia czyli niech nam czas minie bezproblemowo - jakoś to przeżyjemy.
    - Przez cztery dni prowadziłem eksperyment - wstawałem rano, schodziłem do kuchni, nalewałem wodę do czajnika elektrycznego, sypałem kawę do kubka i stawiałem obok włączonego czajnika, po czym udawałem się na zewnątrz z myślą, że po powrocie czekać na mnie będzie zaparzona kawa. I przez te cztery dni ani razu NIE zdarzyło się by ona czekała. Każdorazowo po powrocie czajnik był pusty i kubek też. EGOIZM najwyższych lotów.

    Na koniec coś miłego - trasa majówki dobrana była świetnie. Zwiedziliśmy tereny na których pewnie byśmy nigdy nie byli samodzielnie. Poruszaliśmy się szlakami na których turysta jest rzadkością.