2019.08.31-09.01 - Góry Wałbrzyskie

       

    Karkonosze, Góry Izerskie, Rudawy Janowickie. Co łączy ze sobą te trzy pasma górskie? Dla mnie ostatnimi czasy to wspólna droga dotarcia do nich poprzez Kamienną Górę. Tak. Tamtędy bo na krajowej 5-tce w okolicach Bolkowa trwa szaleństwo remontowe. A co widać po prawej stronie odcinka Czarny Bór - Kamienna Góra? Zachwycające oczy fragmenty Gór Wałbrzyskich. Kto tamtędy podróżował ten wie o czym piszę. Lasy i zagajniki porastające wzniesienia Masywu Trójgarbu i Krąglaka. Zielone łąki i pola uprawne gdzieniegdzie przecięte doliną, czasami z zabudowaniami a często wyglądające jak nietknięta ręką ludzką. Piękna część Gór Wałbrzyskich. I właśnie te okolice były miejscem mojej (naszej jako kursu przewodnickiego) łazęgi w ostatni weekend sierpnia - trasa w linku.

    01

    Gdzieś nad Sędzisławiem

    Zbiórka na dworcu Wałbrzych Miasto. Pierwsze powakacyjne spotkanie z kursem. Komplet adeptów przewodnictwa. Buźki rozradowane. Pewnie. W końcu trochę połazimy bo w miesiącach wakacyjnych - wbrew pozorom - różnie to z łazęgą bywało. W moim przypadku lipiec przeżyłem z rodziną, zajęty sprawami zgoła nie szwendaczkowymib5, natomiast w sierpniu troszkę pagórków już zaliczyłem ale to ciągle było mało. I w końcu kurs pozwoli zaspokoić pragnienie (pojęcie pragnienie w tym przypadku było niejednoznaczne ale o tym poniżej).
    Wbijamy się w zatłoczony pociąg Kolei Dolnośląskich jadący do Szklarskiej Poręby. Podróż mija błyskawicznie i po 40 minutach dyskusji, żartów i śmiechów wysiadamy w Sędzisławiu. Stąd zaczniemy wędrówkę w tą część Gór Wałbrzyskich. Zbiórka na stacji. Tradycyjne słowo wstępne organizatora, słów kilka instruktora (facet z wiedzą jak omnibus, a przede wszystkim z sercem i humorem, co okaże się zbawienne pod Trójgarbem), chwila rozkoszowania się ciastem zakupionym dla solenizanta, wysłuchanie referatu na temat tej miejscowości i szlaku kolei żelaznej. Sędzisław jest węzłem kolejowym, stąd można pojechać nawet do Czech poprzez Lubawkę. W drogę. Pogoda dopisuje. Pełne słońce. Jest dopiero ok. 9tej a temperatura już oscyluje w okolicach 25 stopni, co zapowiada, że pod tym względem lekko nie będzie. I nie było ale o tym dalej.

    01

    Balsam na oczy

    Ruszamy. Kierunek Gostków szlakiem czarnym. Najpierw droga w kierunku centrum Sędzisławia, później jakieś perferyjne domki, z tym że jeden z nich miał tak bogate zaplecze lokomocyjne dobrych marek, że niejeden kopacz byłby dumny z posiadania jakiegokolwiek egzemplarza, (w międzyczasie zakup płynów w okolicznym sklepie bo zapowiada się, że ile by nie wypić to i tak będzie mało) i wychodzimy w pole pnąc się spokojnie na pierwszy pagórek. I zaraz pierwszy punkt widokowy - 510 m n.p.m.. Co prawda powietrze nie jest zbyt przejrzyste ale i tak widać z niego (zbocza Borowca) dużo. Bardzo dużo czyli rozbieramy panoramkę - schemat poglądowy w linku, skrótowo ujmując Góry Wałbrzyskie, Góry Kamienne, Karkonosze i Rudawy Janowickie ze swoimi wyższymi i niższymi szczytami. Jest co gryźćb5. No i co ważne zaczyna pojawiać się grzywiasty szczyt Stachonia, który został ochrzczony przeze mnie górą dniab5.
    Idziemy dalej lekko pod górę. Szału nie ma ale słoneczko grzejące w plecy robi swoje. Zaczynamy się czuć jak przedstawiciel ciemnej rasy na plantacji bawełny (chyba poprawnie to ująłemb5). Płyny chłodzące zaczynają ubywać z plecaków w tempie błyskawicy. Na głowach pojawiają się nakrycia. A to dopiero początek trasy. Oj niedobrze.

    01

    Gostków przed nami

    Wchodzimy na przełączkę pomiędzy Borowcem (645) a Otokiem (640) i kawałek dalej kolejny szał dla oczu - widok na wschodnią i południową stronę Gór Wałbrzyskich a w dole Gostków. I kolejna rozbiórka panoramy - schemat poglądowy w linku. Stachoń widoczny jak na dłonib5.
    Panoramki robione o tej porze roku mają swój urok. Sierpień jest miesiącem kiedy zaczyna pukać do krajobrazu jesień ze swoimi odcieniami brązu ale jednocześnie jeszcze jest zieleń czyli jednym słowem uczta i ukojenie dla oczu. A zwłaszcza w tych okolicach mało skażonych cywilizacją.
    Wchodzimy do Gostkowa. Na pierwszy ogień (do omówienia) idzie kościół barokowy p.w. Św. Rodziny i jego otoczenie. Właśnie. Otoczenie. Studnia z ręczną pompą. Niestety. Mimo prób nie udało się wysączyć z niej ani kropelki wody. Susza. Po drugiej stronie ulicy ruiny kościoła ewangelickiego z poł. XVIII w. a za nim odrestaurowany częściowo cmentarz ewangelicki, z którym wiąże się ponura współczesna historia - "w 1947 r. samobójstwo popełnił, wcześniej zabijając żonę i piątkę dzieci Gustaw Gleesner, nauczyciel z Nowych Bogaczowic, gorliwy faszysta, którego tożsamość odkryli Polacy. Zwłoki jego i rodziny przywieziono z Nowych Bogaczowic do Gostkowa i wrzucono do grobowca pastora Fuchsa. Szczątki odkryto w czerwcu 2018 r. podczas prac porządkowych na cmentarzu." - źródło: polska-org.pl.

    01

    Swoją obecnością w tak licznej grupie wzbudzamy - rzekłbym lokalną sensację. Udaje się nam być cykniętym przez reportera z doba.pl a także dostrzeżonym przez mieszkańca Gostkowa, który dzieli się z nami swoimi przeżyciami związanymi z tym cmentarzem i okolicą.
    Opuszczamy to ponure miejsce by główną ulicą Gostkowa (szlak żółty), przechodząc obok pomnika poległych w wojnie 1914-1918, skierować się na szlak zielony w kierunku Trójgarbu. Przechodzimy obok okrągłej budowli, która kiedyś była wiatrakiem. Jednak czas i siły natury pozbawiły go skrzydeł więc w chwili obecnej, wyremontowany, pełni on rolę raczej mieszkaniową. Wkrótce Gostków chowa się za wzniesieniem i ... Ludzie! Miejsce z którego nie widać żadnych śladów cywilizacji. Na horyzoncie wokół tylko góry, lasy i pola. Żadnych domów, dróg i słupów. Ba. Nawet nie dochodzą żadne dźwięki. Magia. Kraina od kilku setek lat eksploatowana przemysłowo a tu taka ostoja w jej centrum. Aż chce się tu zostać. Nawet w tej temperaturze. 30tka już została przekroczona. A w dodatku płyny chłodzące stały się już tylko płynami. Jeszcze trochę a zaczną intensywnie parować.b5
    Niestety. Czas goni. Pomykamy w kierunku Trójgarbu. Nie ma co narzekać. Dalej cisza i pustka. Tędy napewno na tą górkę wjeżdżać nie będą - to taka dygresja związana z głośnym już wyczynem pewnego "turysty", który postanowił zdobyć tą górkę swoim bolidem japońskiej marki.

    01

    Stachońb4 na horyzoncie

    Po drodze jedna z kapliczek poświęconych Matce Boskiej - Kapliczka Matki Boskiej Tronującej z Dzieciątkiem ufundowana przez proboszcza parafii w Starych Bogaczowicach. Dochodzimy do Skrzyżowania Siedmiu Dróg - krzyżują się drogi leśne z Witkowa i Jaczkowa oraz Starych i Nowych Bogaczowic. Dróg faktycznie jest siedem ale jakich. Kurcze. Jakiś lokalny inteligent postanowił dwie z nich wyasfaltować. Ręce opadają. Czekam już tylko na wybudowanie ronda na środku.
    Krótki postój. Omówienie kolejnej kapliczki-pomnika i dalej. Trójgarb czeka. Dzięki bogu że instruktor miał dużo serca i wybrał szlak czerwony czyli Drogę Tarcia Chrzanu - skąd taka nazwa? Nie wiem. W każdym bądź razie jest to szlak znacznie łagodniejszy od stromego zielonego. W tym upale marsz szlakiem zielonym byłby katorgą. Po 30 minutach dochodzimy na szczyt (szlakiem w pięciu kolorach - jedno z niewielu miejsce, gdzie prowadzi pięć szlaków turystycznych) a na nim ostatni cud budownictwa górskiego. To nie są prześmieszki. Faktycznie wieża jest współczesnym dziełem sztuki. Zaprojektowana i wykonana zgodnie z najlepszym kunsztem wiedzy budowlanej. Wspięcie się na jej najwyższy taras widokowy powoduje okrzyki najwyższego zachwytu. Bo widać z niej wszystko w promieniu przeszło 120 km. Tylko sobie usiąść i gapić się. Pierwszym razem byłem na niej w lutym tego roku, także przy słonecznej pogodzie ale z lepszą przezroczystością powietrza. Napiszę krótko - szał.b5 Chociaż i dziś też nie mogę narzekać. Widok przecudny. O! Stachonia też było widać.b5 Poglądowa panoramka w linku.
    Omawiamy panoramę z każdego tarasu a po zejściu na dół historię budowy wieży. A tak się akurat złożyło, że w grupie kursantów jest przedstawiciel fundatora, więc dowiadujemy się więcej niż wiele.
    Ruszamy w dół. Przed nami Jabłów, jedno podejście na skromny pagórek, Gorce i punkt końcowy eskapady. Początkowo idziemy lasem a później jego skrajem na którym rosną jeżyny. Dobre były.b5 O dziwo. Te kwaśne były lepsze od tych słodich już dojrzałych. Pragnienie dawało znać o sobie.

    01

    Widoczek na Chełmiec

    Dochodzimy do Jabłowa. Kilka słów o nim. Krótki marsz główną ulicą i odskok w bok na pagórek oddzialający go od Gorc. Oczywiście na pagórku omówienie panoramki. Dzisiaj to już chyba dziesiąte albo i więcej. Ja już nawet Stachonia nie szukam.b5 Ale za to postanowiłem znaleźć sobie wroga więc zadałem pytanie - po jakim minerale widać ślady wyrobiska pod Chełmcem? Metoda okazała się skuteczna bo następnego dnia kolega postanowił mi udowodnić, że potrafię latać z wieży na Borowej.b5
    Dobra. Koniec żartów. Ostatni odcinek trasy i ja obejmuję przewodnictwo. A tu zadupie kompletne. Gorce wcześniej omówione, górnictwo w nim też. I o czym tu ględzić? Wybawieniem okazała się dzień wcześniej wypatrzona na polska-org.pl trasa kolejki po której zwożono urobek spod Chełmca a także szybki wzrost liczby mieszkańców Gorc. Co prawda pomyliłem się o jeden rząd czyli dodałem jedno zero na końcu za dużo ale nie róbmy z tego problemu. To nie dług.b5
    Wreszcie koniec trasy. Spragnieni, zmęczeni rzucamy się do marketu po trunki. Rodzajów nie będę wyszczególniał ale wszystko co w płynie znalazło swoich miłośników. Jedni pili a inni poszli poszukać czegoś na ząb. W sumie i tak ponownie spotkaliśmy się w tym samym autobusie. Pół godziny jazdy i ponownie jesteśmy pod dworcem Wałbrzych Miasto. Zmęczeni, już mniej spragnieni a w perspektywie? Jutro kolejna wieża. Tym razem na Borowej.
    Szczęśliwy że w końcu dotrę do domu i zażyję kąpieli mknę w dół do Świebodzic a w nich niespodzianka. Fioletowe światełka, lizaczek mundurowego (robię szybki rachunek sumienia czy aby napewno w Gorcach tylko mineralną piłemb5) i ... okazuje się że droga na Świdnicę jest zamknięta. Lubię prowadzić samochód ale tego wieczora to akurat nie było to, czego oczekiwałem najbardziej. Zjazd do miasta i kierunek Strzegom. A później jeszcze kilka wiosek i nareszcie dotarłem do domu. Po 21-szej co wstarczyło na kąpiel, spałaszowanie kanapki, uzupełnienie płynów (w sumie przez cały dzień wypiłem ich ponad 3 litry) i kilka godzin snu, by rano wstać i ... ponownie udać się do Wałbrzycha ale o tym to już w następnym odcinku.